1.11.2012

Zapal świeczkę w komentarzu!

Oto nastał ten dzień w roku, w którym miliony ludzi udają się w zadumie na cmentarze, nieraz podróżują setki... a i czasem tysiące kilometrów by tylko dotrzeć na groby bliskich i zapalić ten znicz. No właśnie napisałbym "symboliczny znicz", ale z symbolem to już od dawna nie ma wiele wspólnego, jest to bardziej pokaz mody i zasobności kabzy żyjącej rodziny. Niby chodzi o wspominki, o pamięć o zmarłych, o chwilę modlitwy. A jednocześnie odnosi się wrażenie, że ludzie chcą tylko "zaliczyć" wizytę i mieć spokój... czy raczej mieć długi weekend.

Problem niejako rozpoczyna się gdy zaczynamy patrzeć na ten festyn przez pryzmat wiary i religii (tu głównie o katolicyzm mi chodzi), która to jasno stanowi, że to jedynie modlitwa za duszę zmarłego ma jakiś sens i znaczenie. Nie chodzi o wyższy pomnik, o większy znicz czy dwumetrową palmę w średnicy, ale o chwilę zadumy i wspomnienia tych, którzy odeszli. Tak więc skąd to dekorowanie nagrobków? Zmarłemu raczej nie zależy by miał "ładny grób"... jeszcze jakby te kwiaty do trumny się kładło (albo dobytek przy pogrzebie), lub za zwyczajem piło alkohol na wespół ze zmarłym, to można by powiedzieć, że "coś on z tego ma". A tak? Cóż nie jest to raczej przejaw katolickiej tradycji (no chyba, że ktoś słyszał o dekorowaniu grobu Jezusa), więc może to ateistyczny wymysł (Tak się jakoś złożyło, że w tym kraju to co złe to "ateiści", "agnostycy", coraz rzadziej "poganie" ale za to pojawiają się "sataniści")? Sądząc po skali tego zjawisko to raczej nie.. ale może? Wszak skoro ktoś nie wierzy w to, że coś po śmierci jest to normalnym wydaje się, że będzie najwyżej dekorował ostatnie miejsce spoczynku przodków choćby po to by oddać im niejako hołd. Tylko, że wtedy to wirtualna świeczka na wirtualnym cmentarzu (a ceny kuszą oj kuszą...) już w ogóle traci na znaczeniu - zmarły jej nie zobaczy, nie poczuje żadnego wpływu, bo go już nie ma.. i nawet grób się mu nie ogrzeje. Taka świeczka ma "zrobić dobrze" tylko jednej osobie - tej, która ją zakupiła. Koniec końców dochodzę do wniosku, że całe to szaleństwo poza ważnym celem jakim jest wspomnienie ukochanych, którzy odeszli ma na celu wyłącznie nabicie kabzy żywym, którzy doskonale wpasowali się w charakter tego święta. Wszak stragany z cukierkami i balonikami nie zmarłym mają pomóc, ale żywym.. konkretniej zaś umożliwiają zarobek w dużej mierze na dzieciach... a moim osobistym hitem są lizaki z napisem "Kocham Cię" sprzedawane na straganie przy samym głównym wejściu na cmentarz.

A co do wirtualnych cmentarzy to jest ich wiele i na prawdę niektóre są nawet ładne... wiecie te animacje, flash... taki mój ulubiony design można znaleźć tutaj: http://wirtualnycmentarz.pl/
Jeszcze jakiś czas temu myślałem, że te wszystkie stronki ze wspominkami to taki kolejny przejaw lenistwa i dość prosty sposób na wyciągnięcie kasy od rodzin zmarłych... cóż w wielu przypadkach zapewne tak jest, ale z drugiej strony nie sposób zignorować pozytywny wpływ tych miejsc. Miejsc, które umożliwiają "spotkanie" członków rodzin, którzy oddaleni są nieraz o setki, czy tysiące kilometrów. Szkoda tylko, że w większości te strony są po prostu maszynkami do robienia pieniędzy, których sens istnienia opiera się o funkcje typu "kup znicz" i "kup wieniec", a jednocześnie cała otoczka graficzna przynosi na myśl strony z przełomu wieków...

Zatem zapal świeczkę w komentarzu. Może być taka [*], albo taka [`], a nawet taka z podwójnym knotem ["]... Choć dla mnie to bez różnicy, bo koniec końców i tak pamięć jest najważniejsza.

20.10.2012

Oszczędzanie na lokacie

W zasadzie dla własnych potrzeb od czasu do czasu tworzę sobie takie porównanie najlepszych ofert dostępnych na rynku, które dają pewną dozę elastyczności i jednocześnie przyjemne perspektywy zarobku.. A skoro tworzę dla siebie to dlaczego by nie upublicznić takiego zestawienia? Generalnie są to głównie oferty lokat bankowych z 4 instytucji finansowych (Alior Sync, BGŻ Optima, Meritum bank, Polbank) obłożone wizualizacją średniego zysku na miesiąc przy założeniu inwestycji 10tys. zł. (z racji wymagań minimalnych niektórych lokat) Oczywiście bez podatku i generalnie kwoty zaokrąglane są w dół. Może komuś się przyda, może nie :) Mi na pewno ;P

Alior Sync (tabela oprocentowania)

Rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy - 0.10%, kapitalizacja miesięczna: 10 000 -> 0.83 zł
Rachunek oszczędnościowy - 4.35%, kapitalizacja miesięczna, min. 1000zł: 10 000 -> 36.25 zł
(Pierwsza wypłata w miesiącu bezpłatnie, każda kolejna 1zł)

Lokata 1 miesiąc 4.25%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000zł: 10 000 -> 35.42 zł
Lokata 3 miesiące 4.55%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000zł: 10 000 -> 37.91 zł
Lokata 4 miesiące 6.00%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000zł: 10 000 -> 50.00 zł
Lokata 4 miesiące 7.50%*, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000zł, maks. 100 000zł: 10 000 -> 62.50 zł
Lokata 6 miesięcy 6.50%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000zł, maks. 10 000zł: 10 000 -> 54.16 zł
Lokata 12 miesięcy 5.00%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000zł: 10 000 -> 41.66 zł
Lokata 24 miesięcy 3.25% zmienne, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000zł: 10 000 -> 27.08 zł
Lokata 36 miesięcy 3.50% zmienne, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000zł: 10 000 -> 29.16 zł

* - W ramach promocji "Polecana lokata w Alior Sync" (link)

Możliwość "lokaty negocjowanej", która dla 1 dniowego okresu daje 4%: 10 000 -> 33.48 zł

BGŻ Optima (tabela oprocentowania)

Konto indywidualne 5.80% do 31.12.2012, kapitalizacja miesięczna: 10 000 -> 48.33 zł
Konto indywidualne 4.60% nominalnie, kapitalizacja miesięczna: 10 000 -> 38.33 zł

Lokata bezkarna 3 miesiące 6.50%, kapitalizacja w dniu zakończenia (również jeśli wcześniej zostanie zerwana), min. 1000zł, maks 20 000zł, tylko dla nowych klientów: 10 000 -> 54.16 zł
Lokata elastyczna 6 miesięcy 6.00% (5.4% jeśli zerwana), kapitalizacja w dniu zakończenia, min. 1000zł: 10 000 -> 50.00 zł
Lokata z funduszem obligacji 3 miesiące 8.00%, min. 1000 zł maks 100 000zł, nie więcej niż 1/3 środków zainwestowanych w "Subfundusz UniKorona Obligacje": 10000 zł -> 16.66 (jeśli na lokatę przeznaczymy 1/4 środków), 66.66zł (jeśli na lokatę przeznaczymy całość środków)

Lokata 3 miesiące 5.40%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 45.00 zł
Lokata 6 miesięcy 6.00%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 50.00 zł
Lokata 12 miesięcy 6.00%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 50.00 zł
Lokata 24 miesięcy 6.00%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 50.00 zł
Polisolokata (12 miesięcy) 5.27% netto, kapitalizacja w dniu zapadalnośći, min. 2000 zł: 10 000 -> 43.91zł netto / ~54.16zł brutto

Meritum Bank (tabela oprocentowania)


Konto oszczędnościowe 4.00% dla kwoty na rachunku do 9 999.99zł, kapitalizacja miesięczna
Konto oszczędnościowe 4.75% dla kwoty na rachunku do 99 999.99zł, kapitalizacja miesięczna: 10 000 -> 39.56 zł
Konto oszczędnościowe 5.00% dla kwot od 100 000zł wzwyż, kapitalizacja miesięczna
(Pierwsza wypłata w miesiącu za darmo, każda kolejna 10zł)
Konto celowe 4.75%, kapitalizacja miesięczna: 10 000 -> 39.56zł
 (Pierwsza wypłata w miesiącu za darmo, każda kolejna 10zł)

Lokaty z bankowości internetowej
Pierwsza lokata 3 miesiące (tylko dla nowych klientów) 6.75% dla kwoty od 500zł - 500 000zł, kapitalizacja na koniec okresu deponowania: 10 000 -> 56.25
Lokata 1 miesiąc 4.10%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 34.16 zł
Lokata 3 miesiące 6.10%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 50.83 zł

Lokata 6 miesięcy 6.30%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 52.5 zł

Lokata 12 miesięcy 6.40%, kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 53.33zł

Lokata 24 miesięcy WIBOR 6M + 1.10% (5.88% na 19.10.2012), kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 49.00 zł

Lokata 36 miesięcy WIBOR 6M + 1.20% (5.98% na 19.10.2012), kapitalizacja w dniu zapadalności, min. 1000 zł: 10 000 -> 49.83 zł

Polbank (tabela oprocentowania)

 Rachunek Mistrzowskie Konto Osobiste od 1.11.2012:
oprocentowanie dla salda w przedziale:
0- 99.99 zł: 0.00%
100 - 4 999.99 zł: 1.00% + 4.00% z oferty "Bonus Odsetkowy II"
5 000 i więcej: 1.00%
Dla kwoty 10 000zł: 99.99zł * 0% + 4900.00zł * 5% +  5 000zł * 1% = 20.41 + 4.16 = 24.57 zł

Rachunek Ale! Konto: 4% do kwoty 1000zł, 0% dla pozostałych środków

Rachunek mocno oszczędzający/Rachunek codzienny sukces (od 23.10.2012, wycofany z oferty)
Rachunek Proste Oszczędzanie (oprocentowanie dla całego salda)
kwota do 99.99zł: 0%
kwota do 4999.99zł: 3.5%
kwota do 19 999.99zł: 4.00%: 10 000 -> 33.33zł
kwota do 29 999.99 zł: 4.30 %
kwota do 50 000 zł: 4.60%
powyżej 50 000 zł: 4.00%

Lokaty standardowe (500 - 9999.99zł / do 24 999.99zł / do 49 999.99zł / do 99 999.99zł / 100 000zł i więcej)
1 miesiąc: (3% / 3% / 3% / 3% / 3.25%): 10 000 -> 25.00zł
3 miesiące: (4% / 4.15% / 4.50% / 4.75% / 5.00%): 10 000 -> 34.58zł
6 miesięcy: (4.15% / 4.25% / 4.75% / 5.00% / 5.25%): 10 000 -> 35.41zł
12 miesięcy: (4.25% / 4.50% / 5.00% / 5.25% / 5.50%): 10 000 -> 37.50zł

Lokaty dynamiczne
6 miesięcy: (4.2%, 4.3%, 4.5%, 4.7%, 5%, 5.5% = ~4.74%) 10 000 -> 39.55zł
12 miesięcy: (4.2%, 4.25%, 4.3%, 4.5%, 4.6%, 4.65%, 4.7%, 4.9%, 5%, 5.25%, 5.5%, 5.75% = ~4.91%): 10 000 -> 40.89zł

15.09.2012

Gdy w ośrodkach sondażowych pracują nieuki, a media manipulują...

13 września, czyli już trochę temu pojawiły się wyniki nowego sondażu wyborczego. Ot codzienność naszej sielankowej demokracji, w której już chyba wszyscy się przyzwyczaili, że sondaże mają się nijak do wyników wyborów. A jeśli nawet jakoś się mają to i tak głównym ich celem jest wywieranie presji na polityków, by ci dalej rozdawali nie swoje pieniądze i "robili dobrze" pewnym grupom.
Jak więc można łatwo zauważyć sam fakt pojawienia się sondażu nie zaskoczył, ani nie zagrzał, ani oziębił. Natomiast reprezentacja graficzna już zadziałała ;]

Żródło: TVN24.pl
Niby wszystko ładnie, kolorowo... ale diabeł tkwi w szczegółach. Po póki tylko patrzymy na słupki to faktycznie wizja piękna się roztacza - dominująca przewaga platformy i reszta w tyle. Gorzej jak popatrzymy na procenty. A najgorzej jak porównamy "wysokość słupków" z wartością procentową. Porównanie to najciekawiej wygląda w przypadku różnicy między 28% PO, 26% PiS oraz 3% Solidarnej Polski (jaki ten cud ma skrót?) i 1% PJN.

Analiza matematyczno-wizualna

No nie byłbym sobą, gdybym nie ujął tego zjawiska w ramy naukowe. Tak więc co postanowiłem, to uczyniłem i zmierzyłem wysokość słupków w pikselach, a następnie obliczyłem parę rzeczy. Tutaj opis znaczenia kolumn:
  • A1 - wysokość oryginalnego słupka w pikselach
  • A2 - oryginalny wynik procentowy
  • B - wynik procentowy przy założeniu, że wysokości słupków są poprawne i PO ma 28%
  • C - wynik procentowy przy założeniu, że wysokości słupków są poprawne i PJN ma 1%
  • D - wysokość słupków przy założeniu, że wynik procentowy jest poprawny i PO ma 28%
  • E - wysokość słupków przy założeniu, że wynik procentowy jest poprawny i PJN ma 1%

Jak widać coś tu nie gra... i albo twórcy tego wykresu chcieli wprowadzić tu jakąś pseudo logarytmiczną skalę, albo w parszywy sposób chciano zmanipulować społeczeństwo. Ocenę pozostawiam wam, bo mi słów już brak gdy patrzę na to co w tym kraju ostatnimi czasy się dzieje.



19.06.2012

bus-pas złem ostatecznym?..

Ach uwielbiam ten temat... i tak ironicznie i faktycznie - bo jest to jeden z postulatów KNP (a raczej Korwina), który jest postulowany jako ostateczne panaceum na korki. Usuńmy bus-pasy... czyli pasy dla autobusów. Co ciekawe nie mówi się nic o usunięciu pasów dla policji, straży pożarnej, straży miejskiej, czy karetek... ;]

Ale nie odchodząc od sedna :>
Ten film wrzucony dziś na profil KNP na Facebooku



Miał chyba pokazać wyborcom bezsens istnienia osobnego pasu dla autobusów.Tylko, że jak dla mnie on pokazuje, że autobus jest rozsądną alternatywą do poruszania się po zakorkowanym mieście - co więcej sprawia, że nie musimy bać się porażonych intelektualnie kierowców, którzy rozwijają kosmiczne prędkości w nadziei na szybsze dojechanie do celu. Oczywiście jakoś środków transportu publicznego pozostawia wiele do życzenia (ciepło w lecie, zimno w zimie, tłoczno, drogo, wieczne opóźnienia...), jednak patrząc globalnie taniej nas bus wyjdzie niż stanie w korku (uwzględniając paliwo, czas i zużycie psychiczne kierującego). Oczywiście nie twierdzę, że autobus jest lekiem na całe zło - bo nie jest, o wiele chętniej widziałbym na jego miejscu tramwaje czy metro (coś co nie musi konkurować ze infrastrukturą naziemną w postaci dróg i chodników), ale patrząc realistycznie autobus jest najtańszym środkiem masowej komunikacji. Nie wymaga zmian w istniejącej infrastrukturze (bo np. namalowanie pasu dla busów to grosze w porównaniu do budowy torowiska..) i jest możliwy do wprowadzenia od zaraz.

Co mnie boli w poglądach JKM? Ano to, że w jego wizji likwidacja pasa dla autobusów sprawi, że korki nagle zniknął... tak niestety nie jest - fakt może tymczasowo się ograniczą z racji dostępności kolejnego pasu na danym odcinku (choć w Krakowie np. korki głównie tworzą się akurat tam gdzie nie ma pasów dla autobusów, a wynikają z np. wepchania ruchu z 2/3 pasów na 1/2 pasy lub rozbicia 2 pasów na dwie drogi po 1 pasie - magiczne założenie, że pojazdy rozłożą się w stosunku 1:1 na drogach wyjazdowych jest nieprzecenione), ale w odpowiedniej perspektywie czasu spowodują odpływ użytkowników transportu miejskiego i przeniesienie się ich do transportu indywidualnego - bo skoro mam stać w korku to lepiej siedzieć we własnym aucie niż uprawiać grupową saunę w autobusie.
Inną ciekawą kwestią jest to, że ta idea JKM wręcz zaprzecza forsowanemu przez niego "kapitalistycznemu" podejściu do wszystkiego. Wszak wszyscy mieszkańcy płacą podatki więc mogą korzystać z ulic "za darmo", jednak Ci, którzy kupują bilet (i tym wspomagają kasę miejską), że tak określę "kupują" sobie przywilej korzystania z pasu dla autobusów. Powiem więcej - osobiście nie widzę przeszkód by miasto sprzedawało karty dla posiadaczy aut uprawniające do przejazdu po "bus-pasach" za odpowiednią (wysoką!) opłatą.

13.06.2012

kadra nie grała tak źle...

Uczciwie trzeba przyznać, że w tym roku kadra piłkarska nie grała (póki co) tak źle jak w latach ubiegłych - ot jesteśmy po 2 meczach i wciąż mamy szansę na awans... fakt - nasze nadzieje pokładamy w innych drużynach, ale jakby nie patrzeć to szansa jest... i kurczę w tym jest jeden problem - a kolejny leży w tym, że nie jest tak źle jak zwykle.... a dokładniej problem leży w tym, że dla wielu samo to, że nie przegraliśmy meczu jest już sukcesem i powodem do dumy. Oczywiście możemy radować się, że nasza kadra w końcu nie przegrywa spotkania za spotkaniem, że w końcu stara się walczyć przez cały mecz, a nie tylko w ostatnich minutach... ja do doceniania postępu nic nie mam, rzekłbym wręcz, że jest to coś co pochwalam, bo generalnie jest to czynnik motywujący - takie pokazanie, że się docenia czyjeś starania... Tylko, że kadra ma być niby tymi najlepszymi z najlepszych.. więc jakoś ciężko radować się z tego, że jakimś cudem utrzymaliśmy remis :o - ale doceniam starania.

Problem leży w tym, że przez lata przyzwyczajono nas do tego, że polska reprezentacja to taki chłopak do bicia. Z racji tego, że ów chłopiec nie miał wielu sukcesów to mozolnie wmawiano nam, że wszystko jest sukcesem - nawet to że piłkarze w ogóle są w stanie biegać przez 90 min. Teraz zaś gdy utrzymujemy remis (bo ciężko mówić o zdobywaniu czegoś z czym się zaczyna...) mówi się, że polska drużyna to oreły nad orełami. CO ZA BZDURA! Byłoby za co wychwalać drużynę gdyśmy mieli 2 zwycięstwa na koncie, a nie 2 remisy. Tak to pozostaje nam się cieszyć, że nie będzie wielkiego wstydu pt. "gospodarz przegrał wszystkie mecze", na szczęście "jakby co" to daleko do domu nasi chłopcy nie mają...

A ja mam taką malutką nadzieję, że w tym ostatnim meczu grupowym, w końcu faktycznie wygramy :)

9.03.2012

Takie tam napotkane :)

Na początek misio w ubranku, który ma sznureczek do napędzania jego pozytywki... Carrefour jako taki należy pochwalić za inicjatywę - choć pewno wynikła ona z pretensji jakiegoś klienta ^^ Samo fakt takiego ogłoszenia jednak zbliża nas do sytuacji rodem z USA, gdzie to nawet na paczkach z chusteczkami jest napisane, żeby nie przykładać sobie ich do twarzy bo można się udusić.. a kubki z napojami mają uwagi dotyczące poparzeń :D


Kolejna perełka to kiosk interaktywny, który każe nam zapłacić 0.00zł za godzinę za przeglądanie Google :) Prawdziwy majstersztyk technologii :D
Następne cudo to błąd w kasowniku Krakowskiego MPK.. poza tym, że informuje nas o awarii systemu to jeszcze wydaje ciągły pisk :P

A na koniec baner z budynku przy ul. Podchorążych w Krakowie informujący o obchodach "dnia liczby pi"... Bardzo miło, że studiuję na wydziale fizyki, matematyki i INFROMATYKI...



29.02.2012

Nauczycielem być... II

Dopiero co pisałem o tym jak pokazuje się nauczycieli w mediach (link), a tu taka niespodzianka - kolejny artykuł zionący niemal nienawiścią (link). Ja to już oczywiście przyzwyczaiłem się, że gazeta.pl jest tak stronnicza, jak tylko można... niemniej czasem nawet oni potrafią mnie zaskoczyć.
Z sondy dziennika przeprowadzonej wśród 16 kuratoriów oświaty wynika, że rocznie skarg jest już prawie 400. Najwięcej wniosków o wszczęcie postępowania składają dyrektorzy szkół, ale zdarza się, że kierują je także rodzice, uczniowie, a nawet inni nauczyciele.
 Po przeczytaniu tego fragmentu można by dojść odo kilku wniosków - m.in, że dużo skarg, że nauczyciele są tacy źli, że nie tylko dyrektorzy, ale i rodzice, uczniowie, a nawet inni nauczyciele składają skargi! Jednak biorąc pod uwagę, że nauczycieli jest ok 418tysięcy, to 400 skarg nawet gdyby każda z nich dotyczyła innego nauczyciela oznacza, że problemy dotyczą 0,1% całości grona - statystycznie więc ujmując problem nie istnieje.

Oczywiście nie neguję, że w tym środowisku jest pięknie i nie ma zepsutych jabłek - bo takowe są, jednak nie znaczy to, że nagle coś złego się stało z oświatą. Ona taka była zawsze, teraz po prostu na fali "bicia nauczycieli" wyciąga się dane, które tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia.
Zarzuty są poważne - począwszy od nierzetelnego wykonywania obowiązków, a kończąc na molestowaniu seksualnym uczniów oraz ich biciu. Za tak poważne przewinienia nauczyciele najczęściej otrzymują jednak karę nagany z ostrzeżeniem. Rzadko są wydalani z zawodu. Nauczycieli bronią często sami rzecznicy dyscyplinarni, którzy już na etapie wniosku złożonego przez dyrektora umarzają postępowania. Przewinienie musi być bezsprzeczne, aby nauczyciela spotkała dotkliwa kara.
Ale poczytajmy dalej... tak oto okazuje się, że nauczyciele są doskonale bronieni (tzn. tych ok. 400 na których skargi wpłynęły... a że taką skargę może wnieść każdy - w tym anonimowo, to ciężko śmiertelnie poważnie je wszystkie traktować). Ale zaraz, zaraz... czy podobna sytuacja nie istnieje w środowisku lekarzy (albo kleru, policjantów, itd...)? Ano istnieje, z tą tylko różnicą, że tam nawet jak lekarz popełnia błąd doprowadzający do kalectwa/śmierci to często nawet prawa do wykonywania zawodu się go nie pozbawia. Do tego dochodzi taki mały element jak poziom bezrobocia - lekarzy się szuka wszędzie, nauczycieli zaś jest przesyt, więc taki pedagog z naganą w aktach może mieć poważne problemy ze znalezieniem pracy w zawodzie.

W całym tym artykule jest jednak jedna istotna informacja wypowiedziana przez Janinę Jakubowsą z Kuratorium Oświaty we Wrocławiu, którą to dziennikarz zgrabnie pominął w swym dociekaniu:
Jej zdaniem nauczyciele często nie wytrzymują psychicznie nagannego zachowania uczniów i wybuchają.
 Bo jakie nauczyciel ma środki by zmusić ucznia, który źle się zachowuje do zachowania poprawnego? Może mu wpisać uwagę? Może..
Może wezwać rodziców? Może, choć to problemu istniejącego w danym momencie nijak nie rozwiąże.
Czy może z nim iść do dyrektora... niby tak, ale... ale jak iść z jednym uczniem zostawiając na "samopas" resztę klasy? Cóż nauczyciel musi zatem zabrać całą klasę do dyrektora. Jakże to praktyczne.
A jeśli uczeń nakłada nauczycielowi kosz na głowę? Wszak ów nauczyciel nie może wyjść z klasy i zostawić "grzecznych" dzieci razem z rozbójnikami! Uderzyć też nie może, bo zaraz będą skargi i oskarżenia. Może na policję zadzwonić? Ha! Wtedy to dopiero dyrekcja i kuratorium zaczną się mu do kupra dobierać, bo przecież "sobie nie potrafi poradzić". Niestety "szacunek" dla nauczycieli w dzisiejszych czasach jest nikły - a to za sprawą mediów i rodziców, bo tak jedni jak i drudzy psioczą na pedagogów "nic mnie nie nauczyli", "banda leniów", itd... Tak więc jak oczekiwać, że dzieci i młodzież będą miały jakiś szacunek dla tej profesji gdy gardzi się nią od samego początku życia przyszłych uczniów? No właśnie nijak... odebrano nauczycielom pewne "narzędzia" wychowawcze, a jednocześnie nakazano bardziej wychowywać niż wcześniej. Rodzicom wpaja się, że "szkoła" wychowa dziecko za nich, a jednocześnie nie pozwala się "szkole" tego robić. Obraz jak z Barei, tyle, że to nie jest PRL, a niby demokratyczny kraj wolności i sprawiedliwości społecznej.

27.02.2012

Nauczycielem być...

Czyli odpowiedź na pytanie "jak dziennikarze i media potrafią skłócić polaków". A konkretniej jak przedstawić jedną grupę zawodową w taki sposób, by cały kraj ją nienawidził - niekoniecznie kłamiąc.. ot po prostu nie mówiąc całej prawdy.

Zacznijmy od takich błahych rzeczy jak "czas pracy". Ile to się człowiek nasłucha, że nauczyciel to pracuje 18h tygodniowo.. ba 18h lekcyjnych - czyli w sumie 13h i 30min. Dzięki artykułowi (link) mamy nawet ładne porównanie czasu pracy nauczycieli w różnych krajach. Co się człowiek dowiaduje? Ano, że np. w takich Niemczech to nauczyciele pracują od 24 do 26h z uczniem! Hańba! Leserstwo! Tylko, że tu chodzi o stricte "pracę z uczniem". Bo jakby ktoś nie wiedział, to etat nauczyciela to te "standardowe" 40h tygodniowo (link) - w które wchodzi 18h "przy tablicy", godziny konsultacji, "kółek" społecznych, zebrań, konferencji, rad pedagogicznych i innych jakże przydatnych szkoleń i zajęć "dodatkowych". Do tego oczywiście czas potrzebny na przygotowanie do lekcji, sprawdzenie zadań, kartkówek, sprawdzianów. A jak nauczyciel ma szczęście to jeszcze gazetki w szkole będzie robił, świadectwa drukował, wprowadzał dane dla systemów informatycznych ministerstwa/urzędu miasta...

Co ciekawe pomysły jak te z drugiego artykułu (8h dziennie w szkole) tworzą nowe dość specyficzne problemy - bo np. jak rozliczyć 2dniową, albo 3dniową wycieczkę? Wszak nie można powiedzieć, by nauczyciel za to "odebrał sobie wolne godziny" w inny dzień... nie, takie działanie wymaga zapłaty nadgodzin. To samo tyczy się wywiadówek/zebrań po owych 8h pracy. Wszak ciężko oczekiwać by nauczyciel pracował np. od 8 do 14 i od 17 do 19. W jakiej firmie szef robi pracownikom takie "dziury"? Oczywiście można też zrobić tak, że np. w czwartki zatrudni się nauczycieli od 11 do 19, a nie od 8 do 16... tylko powiedzcie potem rodzicom, że dziecko o 11 magicznie mają przyprowadzić do szkoły podczas gdy oni sami pracują ;]

Ale wracając do pierwszego przytoczonego artykułu to na jego końcu dodano stwierdzenie
"DGP" wylicza jednak, że choć w 5 lat liczba uczniów zmalała o milion, zlikwidowano ok. 3 tys. placówek, to powstało 11 tys. nowych etatów w szkołach. Czy stać nas na to? - zastanawia się dziennik, podkreślając, że roczne wydatki na edukację - z budżetu państwa i samorządów - sięgają już grubo ponad 50 mld zł.
Stwierdzenie to jak mniemam nawiązuje do innego artykułu (link), w którym to m.in. Józef Chudy (burmistrz Kłodawy) żali się, że Od 18 lat liczba uczniów na naszym terenie zmniejszyła się z 2,3 tys. do tysiąca, a nauczycieli wzrosła o 17 proc.. Fakt - patrząc na te dane to aż krew zalewa - liczba uczniów zmniejszyła się o ponad 50%, a nauczycieli wzrosła o 17%? To kogo oni uczą? Bo przecież skądś ten etat mają, prawda? Ale i na to pytanie p. Józef Chudy odpowiada Ministerstwo wprowadza coraz to nowe rozwiązania. Jeśli np. w salach informatycznych lub podczas WF jest więcej niż 24 uczniów, trzeba tworzyć kolejny oddział i stanowiska dla nauczycieli. Prawda, że to jest straszne? Jak to ministerstwo sztucznie winduje liczbę etatów... ciekawe tylko czy pan Józef był kiedyś na lekcji WF albo Informatyki.
Fakt podczas zajęć WF wciąż pokutuje podejście "dać piłkę, a sami będą sobie grać" tylko, że z drużynami > 24 osoby to ciężko zrobić by połowa klasy nie umierała z nudów na ławce, a "zwykłe" ćwiczenia gimnastyczne przez cały rok potrafią doprowadzić do znienawidzenia przedmiotu dosyć szybko.
Jednak dużo ciekawiej jest podczas zajęć z komputerami, gdzie w praktyce nauczyciel o wiele więcej pracuje indywidualnie z uczniami - bo nie wystarczy pokazać na tablicy jedno zadanie, ale nie raz trzeba każdemu z osobna tłumaczyć jak coś zrobić, jak coś "wyklikać".
Generalnie owszem istnieje problem, ale jego przedstawienie jest ukazywane z niewłaściwej perspektywy. Bo czy jest ktoś, kto nie narzeka na "poziom kształcenia" w polskiej szkole? Chyba nie.. wszyscy mówią, że w szkole to nic się nie da nauczyć, że nauczyciele za mało pracują indywidualnie z uczniem. Tylko, że jedynym remedium na te dolegliwości jest... no właśnie - zatrudnienie większej liczby nauczycieli i pomniejszenie klas. Sęk w tym, że w momencie gdy ku temu jest najlepszy moment (mamy niż demograficzny) to podnosi się larum, że nauczyciele nic nie robią... No bo jak wytłumaczyć takie dane "Kowalskiemu"? Milion uczniów nie ma, a nauczycieli przybywa - przecież nie można powiedzieć, że wśród całego bajzlu, który MEN robi pojawiła się jedna sensowna działalność... Łatwiej antagonizować społeczeństwo - bo i chętniej gazety czytać będą, na forach się wypowiadać.. a jak dobrze pójdzie to Tomasz Lis mógłby nawet poświęcić tematowi nauczycieli jeden z odcinków swej telenoweli pod tytułem "Co z tą komercją".

Kolejną ciekawostką są tzw. urlopy zdrowotne, które z założenia mają służyć podreperowaniu zdrowia nauczycieli (i nie chodzi tu tylko o gardło, czy kręgosłup, ale również o stan psychiczny), jednak niestety z racji niżu demograficznego nieraz zdarza się tak, że na taki urlop wręcz "wysyłają" dyrektorzy... bo jeśli nauczyciel ma wybrać między załatwieniem sobie urlopu, a zwolnieniem to nie oczekujcie, że wybierze to drugie. Oczywiście i tej sprawy dziennikarze nie pominęli w swej nadludzkiej pracy (link). Jak można by się spodziewać wymowa artykułu jest dość jasna - urlopy to zło i najlepiej to je zlikwidować, a nauczyciele to leserzy i kombinatorzy. Do tego punktu w zasadzie podepnę jeszcze takie cuda jak "wolne ferie zimowe" oraz "wolne wakacje"... o wolnych świętach to nawet nie mam zamiaru mówić, bo i żal... To co jest jednak ciekawe i o czym warto wspomnieć to pensje w szkołach publicznych i prywatnych. Dlaczego ciekawe? Ano dlatego, że te prywatne oferują większe zarobki na miesiąc... ale jeśli ktoś pracuje cały rok to średnio wyjdzie pensja bardzo zbliżona. Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że prywaciarz przez wakacje nie zatrudnia nauczycieli - bo i po co? Jednak za to wyżej "wycenia" pracę w miesiące, w których faktycznie nauczyciel pracuje. Oczywiście można kłócić się czy takie podejście jest dobre, czy też złe, jednak fakt jest faktem. A jeśli chodzi o same wakacje i czas urlopu - owszem urlop jest trochę dłuższy to jednak nie pokrywa całych wakacji, bo o dziwo okres tak po "zakończeniu roku", jak i ten "przed rozpoczęciem" jest często okraszony różnymi szkoleniami i konferencjami... a i gazetki ktoś musi porobić i akademie by uczniów powitać. Jednak do wątku wracając - jest dłuższy, ale jest też narzucony. Co z tego? Ano to, że nauczyciel w środku zimy nie weźmie oferty "last minute" i nie poleci na kanary.. nie nauczyciel jeśli chce mieć wakacje to musi podróżować w środku sezonu.. oczywiście odpowiednio więcej za to płacąc... taka drobnostka.

A na zakończenie życzenia premiera (link):
Jeszcze raz proszę Was wszystkich, pracujących w polskich szkołach, abyście przyjęli słowa największego uznania dla Waszej ciężkiej i ważnej pracy.

Masz własne przemyślenia na temat pracy nauczycieli? Podziel się nimi ze mną w komentarzach!

7.02.2012

Referendum o emeryturach?

Dziś ruszyła strona referendum2012sld, która w prostych i krótkich słowach nawołuje do tego by zorganizować referendum... by ludzie mogli wybrać czy wolą pracować do 67 roku czy do 62 roku życia... Cóż jak to skomentować? Wiadomo, że SLD potrzebuje głosujących... a to jest wręcz idealny sposób na ich zdobycie - wszak wysoki wynik w referendum szybko będą spece z SLD prezentować jako wysokie poparcie ich partii co z kolei przyciągnie niezdecydowanych i tych szukających alternatywy dla PO-PiS...

Ja jednak proponuję taki oto system emerytalny:
Wszelkie prawa do grafiki (poza logiem partii "Partia Lunara") posiada Sojusz Lewicy Demokratycznej
 Ale o co chodzi? Ano PO proponuje by od pracy móc odpocząć w wieku 67 lat, a SLD ten wiek przesuwa na 62 rocznicę urodzin (jednak nie wcześniej niż po 40 - mężczyźni / 35 - kobiety latach pracy). Ja natomiast proponuję by ten system emerytalny zmienić całkowicie - gdy okręt tonie nie należy go łatać w nieskończoność, ale po prostu należy ów okręt opuścić. Tak oto moja skromna osoba wnosi by obowiązek odkładania na emeryturę/obowiązek pracy znieść całkowicie - jeśli ktoś w wieku 25 lat dorobi się wielu tysięcy i nie będzie chciał pracować - niech ma już wtedy emeryturę.. ale za własne pieniądze. Każdy pracuje na swoją emeryturę, każdy myśli o sobie i swojej przyszłości.

Ktoś powie "a co z tymi co nie mają oszczędności?" Cóż w obecnym systemie przez lata każdy pracujący człowiek wywala w ten dziurawy system grube tysiące, które w moim systemie mógłby spokojnie ulokować na koncie/lokacie/giełdzie. Jeśli mimo tego w jakiś sposób straci te fundusze (źle zainwestuje albo będzie żył ponad stan - czyli nie myśląc o przyszłości) to zawsze pozostaje pole do popisu dla fundacji charytatywnych. Samo państwo jeśli w ogóle miałoby ingerować w wysokości "emerytur" to tylko w wysokości gwarantującej minimum socjalne.

Tak więc jeśli masz dość łatania dziurawego systemu - głosuj na Partię Lunara! Prawdziwą polską partię, której skrót jest bardziej polski niż innych partii! PL - Partia Lunara, partia, która myśli nie tylko o swojej, ale również o Twojej kieszeni.

29.01.2012

Oglądanie filmów "z internetu" to kradzież?

Dobre pytanie czyż nie?... No bo o ile sami ściągniemy na własny użytek i udostępnimy go tylko najbliższym znajomym („zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego”) i co najważniejsze nie czerpiemy korzyści majątkowych z tego procederu - czyli nie przyjmujemy pieniędzy, prezentów itd. za to, że ktoś mógł coś od nas/u nas obejrzeć to według polskiego prawa jest to legalne. Ta sama sytuacja tyczy się również obrazów, muzyki i książek (w tym ebooków) (link). Ciekawostką jest zaś to, że utwór taki musi być już publicznie rozpowszechniony przez posiadacza praw (w przypadków filmów musi odbyć się np. jego premiera), aby pobieranie było legalne - tak więc należy uważać przy ściąganiu nowości ;)

Tak więc o co ten hałas?
 Dlaczego Janusz Palikot mówi o oglądaniu filmów w internecie w kontekście kradzieży (link)? Dlaczego padają idee płacenia przez rząd polski amerykańskim producentom za to by Polacy mieli filmy za free? Bo ja tego nie rozumiem... skoro coś w Polsce jest legalne, to po co mówić o jakiś opłatach ze strony rządu na rzecz zachodnich korporacji? Jak dla mnie jedynym wyjaśnieniem jest to, że wprowadzenie ACTA zmieni obowiązujący stan prawny naszego kraju.
Swoją drogą ciekawostka: "Polska jako kraj średniozaawasowany technologicznie musi kopiować i kraść" czy te słowa nie są nawoływaniem do popełnienia przestępstwa jakim jest kradzież? Wszak odrywając już je od kontekstu w Polsce jak najbardziej legalnego (oglądania filmów w domowym zaciszu) pozostaje już tylko ten mroczny, przestępczy... poczynając od oprogramowania poprzez różne licencje aż po patenty. Czyżby p. Palikot miał jakiś wewnętrzny konflikt - z jednej strony nawołuje do kopiowania i kradzieży, a z drugiej mówi by rząd płacił za możliwość oglądania.




20.01.2012

Nie dla SOPA, PIPA, ACTA


Ogólny wstęp
Ostatnimi czasy zawrzało w internecie na temat SOPA, PIPA, ACTA i tego jak to niszczy się wolność słowa i wprowadza despotyzm, totalitaryzm itp. Nie ukrywam, że cała oficjalna otoczka budowana wokół tak powstawania jak i akceptowania tych aktów jest bardzo szlachetna i nie ma sensu się z nią kłócić. Bo spójrzmy prawdziwe w oczy - ochrona praw autorskich jest ważna... nikt nie chce by ktoś kopiował jego własność i użytkował ją bez pozwolenia. Oczywiście porównywania fizycznych przedmiotów do twórczości cyfrowej jest bezcelowe - kopiowanie (piracenie) to nie kradzież, to co najwyżej pozbawianie możliwości zarobku. Kolejnym problemem jest skala zjawiska i środowiska, którego dotyczy - co innego gdy mowa o osobach ściągających nielegalnie gry i muzykę tylko po to by sobie pograć, a co innego gdy sprzedają ów materiały... Pozostaje jeszcze kwestia "piracenia" patentów jak i procesu odwróconej inżynierii czy to dotyczącej fizycznych obiektów ("iPhony" z Chin z wbudowanym USB?) czy oprogramowania. Kwestia piracenia od zawsze wiązała się z kwestią moralności - to co dla jednych jest ok, dla innych będzie wielkim naruszeniem zasad za które należy karać (podobnie jak to jest np. w przypadku aborcji).

Własne odczucia
Osobiście uważam, że ściąganie piratów jest czasami moralnie uzasadnione - jeśli chcę pograć w grę, która sporo kosztuje (a "sporo" jest oczywiście pojęciem względnym), jej producent nie udostępnił żadnej wersji demo, a wszelkie filmiki z gameplaya są tak przycinane, że nie ma możliwości "poczucia jej klimatu" to nie mam wyrzutów sumienia z powodu ściągnięcia pirata i przetestowania owej gry. Oczywiście jeśli gra mi się spodoba to udam się do sklepu i ją zakupię (no chyba, że jej wydawca doszedł do wniosku, że nie będzie sprzedawał jej w kraju mojego zamieszkania).
Co więcej kwestia pirackiego oprogramowania jest nawet bardziej ciekawa gdy pod uwagę weźmiemy wszelkiej maści DRMy, które uderzają JEDYNIE w osoby posiadające legalne oprogramowanie (gdyż piraci je obchodzą bez większej zwłoki). W takich przypadkach nie czuję ABSOLUTNIE ŻADNYCH wyrzutów sumienia jeśli chodzi o używanie scrackowananych plików .exe czy innego rodzaju obejść umożliwiających nieskrępowane używanie oprogramowania, które posiadam. Co więcej z racji tego, że często zabezpieczenia uniemożliwiają np. wielokrotną instalację to również nie widziałbym niczego złego w posiadaniu "pirackiej kopii" posiadanych oryginalnych programów.

Jeśli zaś chodzi o filmy, muzykę, grafiki - jeśli ktoś postanawia opublikować swoje dzieło w sieci (vide filmy na oficjalnych kanałach YouTube, czy stronach zespołów) to nie powinien oczekiwać, że nikt tego materiału nie będzie kopiować, oglądać, słuchać, przekazywać znajomym. To czego powinien oczekiwać i wymagać (również od władz) to to, że nikt nie będzie czerpać żadnych zysków z wykorzystania jego twórczości. Czyli nie będzie jej używać przy dziełach tworzonych w celach zarobkowych.

Ale co złego w ochronie praw autorskich
Tak więc co uważam o SOPA, PIPA, ACTA? Cóż założenia mają ogólnie ujmując słuszne, ale wykładają się na sposobie egzekwowania owych założeń i nie biorą pod uwagę tego jak internet zmienił świat i ludzi w nim żyjących. Dodatkowo koncepcja karania właścicieli serwisów (serwerów) za materiał udostępniany przez ich użytkowników spowoduje ogromny wzrost kosztów szerokorozumianej moderacji oraz ograniczy możliwość wymiany informacjami i danymi pomiędzy użytkownikami sieci - w tym znajomymi. Co więcej patrząc wyłącznie na Facebook owe akty wymagałyby od właścicieli tego portalu praktycznie kompletnej moderacji (inwigilacji) wszelkich treści w nim zapisywanych (również wiadomości prywatnych użytkowników), a wszystko to w celu uchronienia się przed pozwami od wszelkiego rodzaju posiadaczy praw autorskich. Sam ten jeden powód mi wystarcza by być przeciwny tym oto aktom... a jeśli ktoś potrzebuje więcej powodów to może zainteresuje się tym w jaki sposób były one tworzone (czy jak to ujęto "negocjowane").

ACTA to nie tylko oprogramowanie
Warto również wspomnieć o tym, że ACTA nie tylko będzie chronić przed rozpowszechnianiem pirackiego oprogramowania, filmów, muzyki, czy innych dzieł multimedialnych. ACTA dotyczy również takich rzeczy jak zamienniki leków, bo wszak jest to pewnego rodzaju naruszanie patentów (ale o patentach innym razem). Owa ochrona patentowa nie byłaby aż taka zła gdyby dotyczyła polskiego ujęcia patentów, ale np. w USA (jak i wielu innych krajach) opatentować można praktycznie wszystko, nawet takie "wynalazki ludzkości" jak kompresowanie plików do przesyłu przez sieć. Co więcej patenty przyznawane są również na pewne modyfikacje genetycznie organizmów (rośliny i zwierzęta) oraz na sposoby hodowli konkretnych odmian.

Garść linków dla chętnych poszerzyć swą wiedzę:

26.11.2011

Dłużej pracując dostaniesz większą emeryturę


Jak podaje "metro" z dnia 21 listopada 2011:
Rząd wyliczył, że kobieta, która dziś ma 39 lat i będzie pracować do 67. roku życia, dostanie o 80 proc. wyższą emeryturę, niż gdyby pracowała do sześćdziesiątki.

 Sam tych słów, ani deklaracji nie słyszałem... (za wszelkie źródło tego objawu geniuszu rządzących byłbym niezmiernie wdzięczny), jednak mój analityczny umysł nie mógł się powstrzymać przed rozłożeniem tego zdania na wióry.

Tak więc ujmując owo zdanie bardziej matematycznie:
Zakładając, że kobieta zaczyna pracować mając S lat:
  • pracując od S do 60 lat dostaje emeryturę w wysokości E
  • pracując od S do 67 lat dostaje emeryturę w wysokości 1.8 * E
To sprawia, że 60 - S lat daje nam emeryturę E oraz 67 - S daje 1.8*E.
Zatem: 60 - S => E <= (67 - S) / 1.8.


Co to oznacza w praktyce? Załóżmy, że mamy Anię, która zaczyna pracować w wieku S = 25 lat i wg dzisiejszych zasad dostanie emeryturę w wysokości E = 1000zł.
Oznacza to, że za pracę przez 35 lat (60 - 25) otrzymuje 1000 zł emerytury. Średnio więc otrzymuje 28.57 zł za każdy przepracowany rok.
Jeśli jednak Ania będzie pracować do 67 roku to otrzyma emeryturę w wysokości 1.8*E = 1800 zł, co przekłada się na 42.85 zł za każdy rok 42 letniej pracy.
Idąc dalej w ciągu 7 lat nasza emerytura rośnie o 800 zł czyli o 114zł na rok (oczywiście pomijam tu procent składany, gdyż każdy doskonale wie, że w ZUS pieniądze się nie kumulują, bo po prostu nie mają jak skoro są wydawane na bieżąco). Co więcej taka średnia oznacza, że pracując dodatkowo jeszcze 1 rok nasza emerytura wzrosła by o więcej niż 114zł. Dlaczego? Bo nie wiem jak inaczej wytłumaczyć nagły wzrost emerytury po 60ce jak procentem składanym albo jakąś jego ZUSowską alternatywą. Jeśli komuś się chce to może zapewne jakiś sensowny wzór wytworzyć, a ja wręcz z diaboliczną rozkoszą go tu zamieszczę.







.

Emerytura do 67 lat

Kilka dni temu Polskę obiegła nowina - emerytura dopiero po ukończeniu 67 lat. Na szczęście rządzący pomyśleli i zrobili pewien okres przejściowy. Sama idea emerytury państwowej od 67 roku jest... cóż idealnie wpisuje się w schemat tego systemu emerytalnego, którego celem jest jedynie drenaż pieniędzy z rąk społeczeństwa... Dziś chyba nikt mający perspektywę przejścia na emeryturę za 20/30 lat nie wierzy, że dzięki tej z ZUS czy z OFE będzie w stanie żyć na jakimś sensownym i godnym poziomie...

Ale nie o tych rozważaniach dzisiejszy wpis... Wpis ten powstał dzięki wydaniu dziennika "metro" z 21 listopada b.r. w którym to ukazały się trzy wywiady. Same wywiady co prawda nie dotyczyły bezpośrednio zmiany wieku emerytalnego, co chęci pewnych posłów do "odsunięcia od kobiet tego kielicha" (link) i usilnie przekonywały, że taka zmiana jest dla kobiet korzystna. Pozwolę tutaj sobie przytoczyć pewne fragmenty z tych wywiadów, których udzielili:
  • Zbigniew Nęcki (wywiad z nim jest nawet na stronie metra -> link)
  • Joanna Piotrowska
  • Kazimiera Szczuka
Generalnie wywiadów udzieliły 3 osoby, które poza gadaniem i pisaniem nie wiele w życiu robią... zwłaszcza ta 1sza i 3cia osoba ;] A i wywiad ze wszystkimi tymi osobami prowadził Mariusz Jałoszewski.

Zbigniew Nęcki
ZN: (...) ja nie wyobrażam sobie życia bez pracy
MJ: Powie to pan pracownikom na budowie, ochroniarzom i kasjerkom w hipermarkecie, którzy ciężko pracują i zarabiają grosze?
ZN: Oczywiście w pracy bez wyzwań można zmęczyć się szybko (pogrubienie moje). Ale wielu emerytów ma dużo wolnego czasu, ale brakuje im na życie.
 Cóż aż dziw bierze, że "psycholog społeczny z UJ" wprost okazuje taki brak empatii. Takie połączenie dwóch problemów (niskie pensje oraz brak satysfakcji) w jeden świadczy jedynie o tym, że albo ten pan użył wielkiego uproszczenia swego wywodu, ale po prostu nie nadaje się do swojej pracy. Nie zaprzeczę, że brak wyzwań męczy - bo to fakt, rutyna zabija powoli. Jednak implikacja, że osoba zarabiająca mało nie ma wyzwań w pracy jest po prostu żałosna. Co więcej pan Nęcki pokazuje swoje stereotypowe spojrzenie na świat - zarabiają mało, to muszą męczyć się pracą.
Cóż ja bym powiedział, że pracując "za biurkiem", lub "na katedrze" o wiele ciężej zmęczyć się w pracy niż dźwigając cegły przy budowie... ale to oczywiście nie ma znaczenia, wszak ważniejszy jest fakt braku wyzwań...
ZN: (...) spokojnie możemy pracować do 75 lat. Szybkość działania owszem się zmniejsza, ale jakość jest ta sama co u 20-latków."
Na szczęście pan profesor wskazuje również na problem wieku... tylko, że ukazuje spaczone spojrzenie na świat, w którym liczy się jedynie szybkość i jakość, a o możliwościach fizycznych i podatności na różnego rodzaju choroby już mowy nie ma.
MJ: Tylko jak wytrzymać do tych 67 lat?
ZN: Robić przerwy. Od czasu do czasu wyjazd na dłuższy urlop. Dziś choćby po Europie może podróżować każdy, nawet biedniejsi, a nasze góry czy morze są jeszcze bliżej. (...) Zmieniać tryb pracy. (...) czerpać radość z przyjemności.
Oczywiście - swego czasu to UE proponowała uznać prawo do turystyki na równi z innymi prawami i nawet dotować owe podróże dla najuboższych. Sęk w tym, że takie rozwiązania nie są realne dla biednych osób pracujących na kasach i dla ochroniarzy.. czy raczej dla stróży nocnych, którymi zostają głownie emeryci i renciści. Zapłacić miesięczną pensję by wyjechać na tydzień? Faktycznie dostępne dla każdego, a w międzyczasie rachunki za mieszkanie same się opłacą. Do tego dochodzi kwestia długich urlopów, które pracodawcy również bardzo chętnie dają - niemal tak jak podwyżki.
ZN: (...) W ogóle nie rozumiem takich mundurowych, którzy przechodzą na emeryturę po 15 latach. No chyba, że chodzi tylko o to, żeby mieli państwowy wikt i mogli dorabiać.
 Brawa dla pana profesora za domyślność w kwestii motywacji do wcześniejszej emerytury. Ja ze swojej strony dodałbym również taką motywację: "Skoro nie wiem czy nie zniosą takiej emerytury za rok, to czemu nie mam iść na nią dziś?". Z drugiej strony rozumiem intencje wcześniejszych emerytur - mundurówka wcale nie zarabia kokosów (a na pewno nie ci, co przechodzą na te wcześniejsze emerytury), dlatego też w ramach rekompensaty za ochronę kraju i obywateli (za narażanie życia) przyznano im takie oto prawo. Alternatywą byłyby wyższe pensje, ale z tym to jest tak, że lepiej obiecać wysoką emeryturę i mieć nadzieję, że ludzie zemrą, niż dać wysokie pensje.

 Joanna Piotrowska

JP: Wcześniejsza emerytura dla kobiet to premia za pracę na dwóch etatach - w pracy i domu. (...) Tylko ten przywilej jest złudny. To nie jest dobre dla kobiet, dyskryminuje je i skazuje ich na głodowe emerytury. Kobiety zyskają więc na wydłużeniu czasu pracy, bo dostaną wyższe świadczenia
 Nie przeczę, że kobiety tradycyjnie więcej opiekują się domem od mężczyzn - ot takie mają kulturowe usposobienie.. a i zaryzykowałbym stwierdzenie, że taką rolę zgotowała im ewolucja - mężczyzna wszak przez wieki był tym, który przynosił truchło zwierzęcia i narażał się na niebezpieczeństwa, a kobieta to ta, która opiekowała się potomstwem i dbała o domowy mir.
Nim jednak przejdę do dalszego omawiania słów pani Joanny zaproszę do przeczytania mego odwołania się do mitu "dłuższej pracy i większej emerytury" (link).
JP: Wykładowczynie na uczelniach, dziennikarki dadzą sobie radę, bo to dobre zawody. One same chcą dłużej pracować, bo więcej zarobią, chcą też być jak najdłużej zawodowo aktywne. Tylko że nie wszyscy mają dobre wykształcenie i pracę.
Tutaj pani Piotrowska zwróciła uwagę na bardzo ważną rzecz - rodzaj wykształcenia i pracy. Zauważyła, że praca pracy nie równa i oderwała się od akademickiego świata, w którym najwyraźniej żyje pan Nęcki... A mnie osobiście ciekawi czy chcielibyście by wasze dzieci uczyła 65 letnia nauczycielka? Bo ja średnio, zwłaszcza biorąc pod uwagę degradację poziomu kultury wśród młodzieży. Rosną szybciej, mądrzeją później.
MJ: To co państwo powinno zrobić, żeby pomóc kobietom i zachęcić je do dłuższej pracy?
JP: Przede wszystkim musi wyrównać płace, żeby kobiety za tę samą pracę dostały tyle co mężczyźni oraz wyrównać im szanse na karierę, zwłaszcza w biznesie. Musi też odciążyć je od obowiązków domowych, czyli budować żłobki i przedszkola. No i jeszcze potrzebne są regulacje, dzięki którym mężczyźni będą więcej opiekowali się dziećmi, np. urlopy ojcowskie.
Primo - państwo może i powinno wyrównywać płace w organizacjach/firmach/urzędach należących do państwa i przezeń finansowanych. Jednak mówienie o wyrównywaniu płac w kontekście ogółu społeczeństwa, gdy ok. 2% jego obywateli zatrudnionych jest w policji, wojsku i urzędach (link) oznacza mówienie o wyrównywaniu płac w firmach prywatnych. Jeśli ktoś ma wątpliwości, że oto chodzi pani Piotrowskiej to zwrócę uwagę, że mówi ona o "biznesie", który raczej państwowy nie jest. Ale co z tego? Ano to z tego, że skoro państwo nie daje przedsiębiorcy pieniędzy, a jedynie drze z niego bezlitośnie to nie powinno wtrącać się w to ile płaci pracownikom. Jeśli pracownik zgadza się pracować za daną stawkę to znaczy, że mu to nie przeszkadza, a jak przeszkadza to niech szuka pracy gdzie indziej.
Secundo - odciążanie kobiet od obowiązków domowych przez budowę żłobków i przeszkól jest złudne - kobieta po pracy i tak będzie miała kontakt z tym małym dzieckiem (i tak być powinno), no chyba, że chodzi o 24h żłobki od poniedziałku do piątku... ale o rodzicach, którzy do takowych oddaliby swe dzieci nie będę się wypowiadał... Dodatkowo jeśli uwzględnimy koszty (opłaty) takich przedszkoli i żłobków to okaże się, że dla wielu rodzin (zwłaszcza tych, w których kobieta mniej zarabia) bardziej opłacalnym jest zostanie kobiety w domu i zajęcie się wychowaniem dziecka, aniżeli podróże dom-żłobek-praca-żłobek-dom.
Tertio - regulowanie czasu, w którym ojciec zajmuje się dzieckiem już nawet nie zakrawa o Orwella, ale wykracza jego wizje. Co innego mówienie o urlopach ojcowskich i dawaniu rodzinie możliwości wyboru, czy to kobieta czy mężczyzna ma się potomkiem zajmować, a co innego wręcz nakazywanie ojcu (a odnoszę wrażenie, że o to pani Piotrowskiej chodzi) ową opiekę.
MJ: Problemem jest też to, że część kobiet przechodzi na emeryturę, żeby już jako babcie zajmować się wnukami. Często wynika to z faktu, że rodziców nie stać na nianię lub żłobek więc podrzucają maluchy babciom emerytkom.
JP: Tu też musi pomóc państwo i otworzyć więcej żłobków i przeszkoli. Bo to wielka strata wypuszczać kobiety na szybszą emeryturę. Nie róbmy z nich od razu babć w kapciach, bo się zmarnują. Trzeba wykorzystać ich wiedzę, doświadczenie i dystans, zamiast zatrudniać tańsze i bez praktyki młode wilki. To będzie dobre dla całego społeczeństwa.
Ubolewam nad tym, że pan Jałoszewski uważa za problem fakt opieki babć nad wnukami. Rozumiem, że czasem może zdarzyć się, że jakiejś babci dzieci wcisną wnuka, jednak zdecydowanie częściej dziadkowie sami się garną do opieki - poza tym raczej ciężko wcisnąć dziecko do opieki, gdy ktoś stanowczo powie, że nie chce/nie ma czasu/itd..
Co do ilości żłobków i przedszkoli - żyjemy w kraju paradoksów, w którym wszędzie narzeka się na mały przyrost naturalny, a jednocześnie mamy długie kolejki do zapisów do żłobków i przedszkoli... a przepisy wcale nie ułatwiają otwierania nowych.
Dalsza część wypowiedzi pani Piotrowskiej trąci wręcz spojrzeniem socjalistycznym: "robotnicy to nasza własność i my wiemy lepiej co jest dla nich dobre". A co do wyższości wykorzystywania wiedzy, doświadczenia i nie zatrudniania "młodych wilków"... cóż te młode wilki będą w dużej mierze właśnie płacić na pańską emeryturę pani Piotrowska, a właściwie będą na nią płacić jeśli znajdą pracę, o którą może być ciężko jeśli wszędzie będzie pełno tych "doświadczonych z dystansem".

Kazimiera Szczuka
KS: Te kobiety, które nie popierają tej zmiany, odnoszą się do anachronicznego wyobrażenia o czasach, w których kobiety pracowały głównie w przemyśle ciężkim (równocześnie harując w domu), po czym chciały jak najszybciej przechodzić na emeryturę, by opiekować się wnukami. Dziś sytuacja kobiet jest już inna.
Fakt, dzięki parytetom i całej tej feministycznej machinie kobiety zostały wciśnięte do różnorakich branż nieraz wręcz na siłę. Bo tak oto mamy kobiety w urzędach, sejmie, radach nadzorczych, różnorakich pozycjach "za biurkiem" i innych "nie fizycznych" zawodach. Jednocześnie mężczyźni dalej nie tylko wybierają zawody właśnie fizyczne, jak i coraz częściej napotykają tą feministyczną fasadę pseudo równouprawnienia. Chcesz parytetów wszędzie i zawsze? OK - Zacznij zmuszać kobiety do pracy w kopalni na tych samych zasadach co mężczyźni. Jeśli uważasz, że ciężka praca pod ziemią nie jest dla kobiet - to nie waż się mówić o parytecie. Zresztą dlaczego uznano, że podział na mężczyźni/kobiety jest taki istotny? Osobiście wolałbym parytet wiekowy (określony % miejsc w oparciu o strukturę wiekową wyborców), lub zawodowy (odpowiednia proporcja prawników, nauczycieli, informatyków, budowlańców, itd...), wszak oba te parytety mają zdecydowanie większy sens niż parytet płci.... inna sprawa, że mówiąc o "demokracji" i "parytetach" w jednym zdaniu skazujemy się na śmieszność...
Co do inności sytuacji kobiet - to na czym ona polega?
  • nie chcą przechodzić na emeryturę jak najszybciej? Raczej chcą.
  • nie chcą opiekować się wnukami? Raczej nie wszystkie.
  • nie pracują w przemyśle ciężkim? Fakt, to robią głównie mężczyźni i uwaga - roboty...
Moje własne zdanie

Moje własne zdanie zostałoby pewnie określone jako anachroniczne, zresztą tak jak i moje wyobrażenie "idealnego" społeczeństwa. Otóż sama rozmowa o wieku emerytalnym jest objawem anachronicznego myślenia. Dlaczego mamy to regulować? W normalnym systemie każdy mógłby zdecydować się, że "teraz idę na emeryturę" i dostawać takie świadczenie na jakie sobie zapracował poprzez składki. Jednak skoro obecny system nie przewiduje kapitalizacji składek - bieżące ich wydawanie - to ciężko mówić o takim rozwiązaniu. Rząd robi to co uważa za słuszne - odkłada w czasie obciążenia podatkowe związane z emeryturami... a w niektórych przypadkach wręcz ich unika - taki system, że jeśli ktoś umrze to pieniądze na jego emeryturę "znikają" (tak jakby kiedykolwiek tam były...). Kurcze po takich wywiadach gdybym napisał, że obowiązek odkładania na emeryturę jest dla mnie chorym i nietrafionym pomysłem to dopiero by mnie zlinczowano - a jednak tak właśnie uważam... no ale skoro władza wie lepiej co dobre to może niech chociaż pozwoli na dziedziczenie wpłaconych składek w przypadku śmierci najbliższych przed otrzymaniem przez nich emerytury. Ach te marzenia.

2.11.2011

Co by było gdyby...

Jako, że od dłuższego czasu dostępne są pełne wyniki z wyborów (link), a i powyborcze emocje opadły już, to pokusiłem się o małe sprawdzenie co by było gdyby ordynacja wyborcza w naszym kraju wyglądała trochę inaczej :) Na początku jednak przedstawię te dane oficjalne dotyczące poparcia i liczby miejsc w sejmie (senatem nie będę zaprzątał tu nikomu głowy ^^):

Nazwa komitetu wyborczego głosów % mandatów
KW Prawo i Sprawiedliwość 4 295 016 29.890% 157
KW Polska Jest Najważniejsza 315 393 2.195% 0
KW Sojusz Lewicy Demokratycznej 1 184 303 8.242% 27
KW Ruch Palikota 1 439 490 10.018% 40
KW Polskie Stronnictwo Ludowe 1 201 628 8.362% 28
KW Polska Partia Pracy - Sierpień 80 79 147 0.551% 0
KW Platforma Obywatelska RP 5 629 773 39.179% 207
KW Nasz Dom Polska-Samoobrona Andrzeja Leppera 9 733 0.068% 0
KW Nowa Prawica - Janusza Korwin-Mikke 151 837 1.057% 0
KW Prawica 35 169 0.245% 0
KW Wyborców Mniejszość Niemiecka 28 014 0.195% 1

za obwieszczeniem PKW (link)

Dziwne te procenty
Jeśli ktoś dobrze się przyjrzy tym wynikom to dość szybko dojdzie do wniosku, że liczba mandatów wcale nie odzwierciedla procentowego poparcia. Dzieje się tak z przyczyny prostej - głosy na komitety, które nie uzyskały 5% progu są proporcjonalnie rozdzielane pomiędzy te komitety, które zdobyły te 5% lub więcej:
Nazwa komitetu wyborczego % mandatów % mandatów
KW Prawo i Sprawiedliwość 29.890% 157 34.130%
KW Polska Jest Najważniejsza 2.195% 0 0.000%
KW Sojusz Lewicy Demokratycznej 8.242% 27 5.870%
KW Ruch Palikota 10.018% 40 8.696%
KW Polskie Stronnictwo Ludowe 8.362% 28 6.087%
KW Polska Partia Pracy - Sierpień 80 0.551% 0 0.000%
KW Platforma Obywatelska RP 39.179% 207 45.000%
KW Nasz Dom Polska-Samoobrona Andrzeja Leppera 0.068% 0 0.000%
KW Nowa Prawica - Janusza Korwin-Mikke 1.057% 0 0.000%
KW Prawica 0.245% 0 0.000%
KW Wyborców Mniejszość Niemiecka 0.195% 1 0.217%


Brak progu wyborczego
Co by było gdyby progu wyborczego nie było? Ot taka "mała" zmiana w rozkładzie by nastąpiła:

Nazwa komitetu wyborczego % mandatów % mandatów
KW Prawo i Sprawiedliwość 29.890% 138 30.000%
KW Polska Jest Najważniejsza 2.195% 10
2.174%
KW Sojusz Lewicy Demokratycznej 8.242% 38 8.261%
KW Ruch Palikota 10.018% 46 10.000%
KW Polskie Stronnictwo Ludowe 8.362% 38 8.261%
KW Polska Partia Pracy - Sierpień 80 0.551% 3
0.652%
KW Platforma Obywatelska RP 39.179% 180 39.130%
KW Nasz Dom Polska-Samoobrona Andrzeja Leppera 0.068% 0 0.000%
KW Nowa Prawica - Janusza Korwin-Mikke 1.057% 5
1.087%
KW Prawica 0.245% 1
0.217%
KW Wyborców Mniejszość Niemiecka 0.195% 1 0.217%
Jak widać brak progu sprzyja pluralizacji sceny politycznej, chodź z drugiej strony o wiele ciężej stworzyć większościową koalicję (potrzeba powyżej 230 mandatów). Taki system ma jednak tą zaletę, że zdecydowana większość wyborców ma swoich przedstawicieli w sejmie - wystarczy aby na dany komitet zagłosowały 2 osoby na każdy tysiąc głosujących (a dokładniej na każde 920 osoby oddające ważny głos).


Wielomandatowe okręgi z głosem na pojedynczego kandydata
(głos nieprzechodni)
Czyli jeśli oddamy głos na kandydata z listy A, ale nie uzyska on wystarczającej liczby głosów - to te głosy de facto przepadają i nie zasilają innych kandydatów startujących z tej samej listy.

Nazwa komitetu wyborczego % mandatów % mandatów
KW Prawo i Sprawiedliwość 29.890% 160 34.783%
KW Polska Jest Najważniejsza 2.195% 2 0.435%
KW Sojusz Lewicy Demokratycznej 8.242% 34 7.391%
KW Ruch Palikota 10.018% 43 9.348%
KW Polskie Stronnictwo Ludowe 8.362% 25 5.435%
KW Polska Partia Pracy - Sierpień 80 0.551% 0 0.000%
KW Platforma Obywatelska RP 39.179% 193 41.957%
KW Nasz Dom Polska-Samoobrona Andrzeja Leppera 0.068% 0 0.000%
KW Nowa Prawica - Janusza Korwin-Mikke 1.057% 2 0.435%
KW Prawica 0.245% 0 0.000%
KW Wyborców Mniejszość Niemiecka 0.195% 1 0.217%

Jednomandatowe okręgi
Aby nie komplikować za nadto, to przeprowadzimy tą "symulację" na obecnie istniejących (niestety nie równych) okręgach wyborczych do sejmu. Mandat otrzymuje ta partia, która zdobędzie najwięcej głosów (suma wszystkich głosów na wszystkich członków listy). Jako, że mamy 41 okręgów to i 41 mandatów otrzymamy :)

Nazwa komitetu wyborczego % mandatów % mandatów
KW Prawo i Sprawiedliwość 29.890% 14 34.146%
KW Platforma Obywatelska RP 39.179% 27 65.854%

Podsumowanie
Jak widać nie tylko ważne jest kto głosy liczy, ale również jak owe głosy są liczone. Oczywiście można tworzyć różne systemy wyborcze, jedne bardziej skomplikowane od innych, tylko warto pamiętać, że na skomplikowaniu wygrywają wielkie partie (zwłaszcza te będące u władzy), a traci cała reszta.
Za przykład niech posłużą tegoroczne wybory do senatu, do którego to utworzono jednomandatowe okręgi. Skoro okrąg jest jednomandatowy to ktoś mógłby pomyśleć, że liczba wyborców przypadających na jeden okręg będzie zbliżona - cóż nic bardziej mylnego. Mamy tak oto okręg nr 61 - Białystok z liczbą 176015 wyborców oraz by daleko nie szukać okręg nr 60 - Białystok z liczbą 399445 wyborców. Jedno województwo a taka rozbieżność... jednak zastanówmy się co owa rozbieżność oznacza - ano skoro 176 tysięcy ludzi wybiera tylu samo senatorów (którzy są równi względem wszystkich pozostałych) co 399 tysięcy, to można śmiało powiedzieć, że wyborcy okręgu 61. mają większą władzę niż wyborcy okręgu 60... a co dopiero wyborcy z rekordowego okręgu 30 - Kraków I z zawrotną liczbą wyborców 512356. Tak oto 2.9 raza większa grupa wyborców wybiera senatora, który może to samo co senator 176 tysięcy... Taką oto mamy proporcjonalność i demokrację.

14.10.2011

Eksperyment myślowy

Wyobraźmy sobie, że RAŚ zdobywa na Śląsku ogromne poparcie, tysiące Niemców przyjeżdżają osiedlać się nań i w kolejnych wyborach samorządowych widać, że coraz to więcej i więcej ludzi wybiera RAŚ. Oczywiście państwo Polskie robi co może by nie doszło do ustanowienia autonomii, lecz pod naciskiem opinii międzynarodowej i coraz częstszych protestów postanawia w końcu ulec. Tak oto na Śląsku powstaje autonomia, tysiące Ślązaków i Niemców wprowadzają swoje porządki i aby umocnić swą władzę represjonują ludność sprzeciwiającą się temu porządkowi rzeczy. Część z ludzi określających się mianem polaków postanawia wyemigrować do ziemi poza autonomią, reszta zmaga się z administracją, która faworyzuje wspierających ten nowy twór.
Konflikt pogłębia się z miesiąca na miesiąc, aż w końcu coraz częstszymi stają się napady, groźby i podpalenia dobytków. Wytwarza się atmosfera wrogości. Ślązacy obwiniają się nawzajem z Polakami o to kto jest winien tej agresji. Oliwy do ognia dolewają siły policji śląskiej, które to (delikatnie mówiąc) ignorują wszelkie wezwania polaków.
Rząd polski w końcu celu obrony własnych obywateli postanawia zaprowadzić porządek za pomocą wojska, akcja ta jednak spotyka się z natychmiastową reakcją zachodu. Niemcy grożą, że jeśli państwo Polskie wkroczy na Śląsk to będą zmuszeni do przedsięwzięcia akcji mających na celu ochronę rodaków mieszkających na Śląsku. W celu rozwiązania sporu w sposób humanitarny i zaprowadzenia porządku bez niepotrzebnego konfliktu międzynarodowego - polski rząd postanawia przedłożyć sprawę na forum komisji europejskiej oraz ONZ. W ramach tych obiektywnych instytucji postanawia się, że na teren Śląska zostaną wprowadzone siły NATO mające być gwarantem bezpieczeństwa ludności cywilnej. Niestety w tym czasie po Śląsku hulają już zbrojne bandy, a codziennie granicę Śląsko-Polską przekraczają setki uciekających polaków.
Niedługo później władze Śląska domagają się uznania niepodległości, wszak mniejszość niemiecko-śląska z każdym dniem umacnia swą pozycję, a dotychczasowi włodarze tych ziem (polacy) powoli stają się mniejszością.

Czy taki scenariusz może mieć miejsce w XXI wieku? Czy jest to możliwe? A jeśli tak to czy wsparłabyś/wsparłbyś władze śląska? A może zagorzale broniłbyś prawa państwa polskiego do rządzenia na śląskich ziemiach? Zastanów się nad tą wizją... a jeśli nie potrafisz wyobrazić sobie takiego scenariusza - poczytaj o genezie Kosowa.

10.10.2011

i po wyborach...

Tak oto zakończyły się wybory w nadwiślańskim kraju. Na oficjalne wyniki przyjdzie nam jeszcze pewno trochę poczekać, póki co możemy cieszyć się z sondaży i niepełnych wyników "spływających" do PKW.
To co jednak uderza to frekwencja, gdyż tylko ok. 49% (dane z 93% okręgów) uprawnionych do głosowania poszło do urn. Czy jest się z czego cieszyć? Ano tak po trochu jest - wszak połowa polaków zagłosowała... z drugiej strony połowa polaków uznała, że wciąż nie ma kogoś kto zasługuje na ich głos... lub po prostu bojkotują demokrację. Niestety w obecnym systemie frekwencja nic nie znaczy, a szkoda, bo mogłoby dojść do ciekawego zjawiska, gdyby np. konstytucja wymagała minimum 50/60% frekwencji.

Dziwnym natomiast jest, że 14 godzin po ukończeniu wyborów PKW dalej nie podała cząstkowych wyników w formie innej niż komunikatu. Podczas poprzednich wyborów po takim czasie były już umieszczone cząstkowe wyniki na stronach internetowych wraz z podziałem na poszczególne okręgi. Tymczasem pierwsze wyniki cząstkowe ujawniono o 2:30 w formie komunikatu z podaniem jedynie frekwencji oraz procentowego rozłożenia głosów.
A jak prezentują się cząstkowe wyniki PKW (z godziny 5:30)?:
KW Prawo i Sprawiedliwość- 30,61%,
KW Polska Jest Najważniejsza- 2,15%,
KW Sojusz Lewicy Demokratycznej- 8,24%,
KW Ruch Palikota- 9.80%,
KW Polskie Stronnictwo Ludowe- 9,51%,
KW Polska Partia Pracy- Sierpień 80- 0,58%,
KW Platforma Obywatelska RP- 37,47%,
KW Nasz Dom Polska- Samoobrona Andrzeja Leppera- 0,08%,
KW Nowa Prawica- Janusza Korwin-Mikke- 1,00%,
KW Prawica- 0,27%,
KW Wyborców Mniejszość Niemiecka- 0,31%
Na koniec wspomnę jedynie, że nawet wynik 37% nie oznacza, że większość społeczeństwa komuś ufa, czy popiera... ba przy takiej frekwencji nawet wynik 60% tego nie oznacza... Skoro w wyborach wzięło udział ok. 50% uprawnionych to znaczy, że PO zdobyła poparcie ok 19% ludzi... co piąty polak głosował na PO. Nie jest to ogromne poparcie, ani wyraz jakiegoś nadzwyczajnego zaufania - jest to informacja, że ludziom brak świadomości i wiary w możliwość zmian. Jest to znak, że "demokracja" w Polsce wciąż jest w złym stanie i większość rodaków po prostu nie akceptuje takiego sposoby wybierania "władzy".